sobota, 15 sierpnia 2009

Logi na linksowym desktopie

Tradycyjny model zarządzania logami w uniksie to połączenie trzech aplikacji:
- syslog
- logrotate
- cron

Powyższe trio dobrze się sprawdza na maszynach produkcyjnych, działających 24/7. Logrotate dostarcza cronowi zadanie do katalogu daily, które wykonywane jest codziennie, tuż po północy. Problem zaczyna się na desktopie, gdy komputer jest wyłączany przed wykonaniem zadań w daily. Logi puchną, przechowując bardzo stare i często zbędne informacje. Można kombinować z anacronem, ja jednak postanowiłem sprawdzić co do zaoferowania ma tu syslog-ng, gdyż w PLD jest to domyślny demon logów.

Założyłem, że nie potrzebuję trzymać dzienników dłużej niż tydzień, oraz nie będę potrzebował ich kompresować. W pliku /etc/syslog-ng/syslog-ng.conf odszukujemy definicje plików (file) w destination np.:

destination d_messages { file("/var/log/messages"); };

Dodajemy do nazwy pliku makro $WEEKDAY, doklejające trzyliterowy przyrostek, odpowiadający aktualnemu dniu tygodnia. Ponadto dodajemy opcję overwrite_if_older(86400), gwarantującą że demon nie nadpisze danego pliku wcześniej niż za 24 godziny (86400 sekund):

destination d_messages { file("/var/log/messages.$WEEKDAY" overwrite_if_older(86400)); };

na koniec restartujemy demona. To rozwiąże problem tylko z aplikacjami korzystającymi z sysloga, dlatego musimy przekonfigurować każdą aplikację z osobna. Przykładowo sudo w PLD pisze zarówno do sysloga, jak i do własnego pliku, załatwiamy to jedną linijką w pliku /etc/sudoers:

Defaults !logfile

Nie musimy się za to przejmować logami pliku /var/log/dmesg*, czy programów X.org, GDM, gdyż same troszczą się o swoje dzienniki.

sobota, 18 lipca 2009

cnetworkmanager w PLD

Na desktopach, od których wymagałem większej pewności działania, np. tym w pracy, do łączenia się z WiFi używałem tradycyjnej metody za pomocą rc-skryptów. Nie chciałbym odciąć się od sieci w razie, jak nie będzę mógł podnieść X-ów po aktualizacji. Na szczęście niedawno w PLD pojawił się cnetworkmanager - konsolowy klient NetworkManagera.

Migracja
Instalujemy NetworkManagera z pluginem (dla GNOME):
$ poldek -i NetworkManager NetworkManager-applet
pakiet cnetworkmanager jest dostępny w gałęzi testowej (th-test):
$ poldek -n th-test -i cnetworkmanager

Wyłączamy obsługę interejsu wlan, przez ustawienie ONBOOT=no w pliku /etc/sysconfig/interfaces/ifcfg-wlan0 i restartujemy sieć:
# service network restart
uruchamiamy NetworkManagera:
# service NetworkManager start

Logujemy się na nowo do GNOME. Teraz w razie problemów mamy pod ręką tekstowego klienta, który jest o niebo łatwiejszy w obsłudze, niż dzierganie w rc-skryptach i wpa_supplicancie.

Obsługa
Obsługa klienta tekstowego jest bardzo prosta, listę sieci wyświetlimy za pomocą:
$ cnetworkmanager -n
cnetworkmanager 0.8.4 - Command Line Interface for NetworkManager
Wifi Networks:
51: cycki (52Mb WPA)
37: HotSpot (21Mb)


połączenie z siecią:
cnetworkmanager -C cycki --wpa-pass=blabla

Jako wisienkę na torcie dodam, że jako klient NetworkManagera nie wymaga praw roota.

sobota, 4 lipca 2009

Niech żyją ignoranci

Zawsze byłem zwolennikiem poważnego traktowania zagadnień bezpieczeństwa. Jeśli tylko nadarzała się okazja starałem się dawać wskazówki rodzinie i znajomym, by lepiej chronili swoje zasoby. Za ignorantów uważałem tych którzy choć trochę dbali o bezpieczeństwo, w końcu Internet jest wypchany artykułami dotyczącymi bezpieczeństwa, skierowanych zarówno dla profesjonalistów jak i dla laików.

Zmieniłem zdanie wczoraj, otóż mój ISP w miejscu zamieszkania zaprzestał świadczyć swoje usługi, co zaowocowało brakiem zarówno sieci jaki i kablówki - toż to dramat w piątkowy wieczór, zwłaszcza jeśli właśnie zaczyna się mój urlop. Tu z pomocą przyszli mi sąsiedzi, szybki rzut okiem na listę dostępnych sieci w NetworkManagerze i znalazły się trzy niezabezpieczone sieci. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i jedna z nich zadziałała. Wydajność nie zachwycała, jednak filmiki z youtube działały względnie dobrze.

Wasze zdrowie ignoranci!

środa, 24 czerwca 2009

Tam gdzie Babilon upadł

Hej Antyglobalisto! Hej wrogu Babilonu!

Nie macie już dosyć walki, w której miast Babilon upaść, zdaje się być jeszcze silniejszy? Politycy jeszcze mocniej ryjami chwycili koryto? Nie pojawiają się bankierzy, którzy odczuli by choć trochę kryzys?

Mam dla Was świetną nowinę! Nie musicie już walczyć z Babilonem, by przestać żyć w jego cieniu. Jest takie miejsce gdzie upadł, a jego zgliszcza już dawno wystygły. Jest miejsce na ziemi gdzie nie ma władzy centralnej, sądów, ani nawet regularnej policji (sic!). Nie ma korporacji, a w Bank Światowy dawno zapomniał o istnieniu tego kraju. Nie płaci się podatków, składek zdrowotnych, akcyz, sam decydujesz co robisz z własnymi pieniędzmi. Nikt nie zainteresuje się też Waszym poletkiem zioła. To ciepły kraj, ze słońcem przez wiele dni w roku, długą granicą morską i bogactwem natury. Kominy fabryk nie będą wam zasłaniać malowniczych widoków, a za zarobione w Babilonie pieniądze, możesz kupić kawałek ziemi i żyć całkiem wygodnie.

Czego więcej Wam potrzeba? Potrzeba Wam jedynie niezawodnej broni samopowtarzalnej. Ten kraj to Somalia, zatem najlepszym wyborem będzie słynny AK-47, nie będzie problemów z amunicją a i brak zakładu rusznikarskiego nie sprawi kłopotu. Pewnym problemem mogą być zatargi lokalnych watażków, jeśli jednak nie staniecie na linii ognia, to krzywda Ci się raczej nie stanie. Poza tym nie obiecywałem, że dożyjecie sędziwej starości.

Podoba Wam się? Oddajcie zatem worek ciężkich nakrętek do skupu metali nieszlachetnych, spalcie koszulki z wizerunkiem El Comandante i w drogę!

czwartek, 7 maja 2009

Nowe portale społecznościowe

Myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy w portalach społecznościowych, jednak byłem w błędzie. Dziś natknąłem się na dwa nowe serwisy o zbliżonym targecie: www.zwidzenia.pl i www.poznajpasazera.pl.

Teraz już tylko czekam na serwis NaszChwiej.pl skierowany do żuli. Wyobraźcie sobie sobie możliwość wysyłania "w prezencie" taniego winka, zapisać się do grupy Dworzec Główny czy stworzyć porównywarkę cen skupu metali nieszlachetnych.

sobota, 25 kwietnia 2009

Bulwarowy jak MSN

Nie wiem, kto odpowiada za treści publikowane w serwisie http://msn.com, ale gdyby zależało to ode mnie, to ten ktoś stracił by pracę na miejscu. Dziwię się, że Microsoft toleruje przekształcenie serwisu, który jest niejako wizytówką firmy, w bulwarowy serwis plotkarski na poziomie o2.pl czy efakt.pl.

Pozwolę sobie zacytować kilka tytułów:
- "Górniak potwierdza: mieszkamy z mężem osobno"
- "Galeria gwiazd"
- "Natalia Kukulska ma nową fryzurę! Ładna?"

Na prawdę robi się słabo, to obraza własnych klientów, a przynajmniej tych którzy nie potrzebują poruszać ustami przy czytaniu (TP). O ile na takiego dupelka, czy innego plotka wchodzi się z własnej woli, o tyle stronę MSN-u widzi każdy, kto nie zmienił strony startowej w IE. Dotyczy to każdego użytkownika Windowsa, a jest ich sporo na świecie.

Zgaduję, że każda strona producenta kostiumów dla klaunów, którą znajdę będzie wyglądać poważniej.

sobota, 4 kwietnia 2009

Czarno to widzę

Niedawno na Wykopie pojawił się link do strony zawierającej zrzuty ekranu z dużych portali, tuż po śmierci Jana Pawła II. To przypomniało mi, kulisy zmiany wyglądu w serwisu naszej firmy.

Zacznijmy jednak od tego, że tego rodzaju manifestacja swoich poglądów, może dotyczyć jednej z trzech możliwych grup:
- osoby prywatne: nie mam nic przeciwko
- instytucje państwowe oraz użytku publicznego: jestem przeciw
- przedsiębiorstwa: tu mam mieszane uczucia

Pierwsze dwie grupy nie wymagają komentarza, przejdźmy od razu do mojego pracodawcy. Decyzja o zmianie wyglądu nie padła od razu, zaczęło się od obserwowania dużych, popularnych portali. Pojawiła się nieśmiała sugestia, by zmienić także naszą witrynę, nie byliśmy jednak przekonani. Z czasem coraz więcej stron miało żałobne kolory, nie dość, że masa osiągnęła wartość krytyczną, to głównym impulsem była desaturacja serwisu konkurencyjnej firmy.

Ktoś powie: to hipokryzja! Prawda, to cholerna hipokryzja. Nie byłem za to w ogóle odpowiedzialny, jednak pozwolę sobie na krótkie usprawiedliwienie: Nasz klient - nasz pan!.

Ciekawi mnie jak to wyglądało w innych firmach, jakoś nie wierzę w "pokolenie JP2".