W firmie ponad miesiąc temu zaczęły się problemy z łączem, objawiające się całkowitym zanikiem ruchu. Po sprawdzeniu całego naszego ustrojstwa, okazało się, że restart urządzenia sieciowego dostawcy naprawia problem. Urządzenie owo to małe czarne pudełko, do którego wchodzą trzy kable: UTP do anteny na dachu, UTP do routera i kabel zasilający.
Szukając źródła problemu, wymieniłem patchcord, sieciówkę w routerze i kabel zasilający. Przewód zasilający, to taki zwykły kabelek, jaki można spotkać w sprzęcie RTV. Z braku pewnego na 100% kabla, podmieniłem kabel z radia w biurze, które od lat działa 24/7 bez problemów. Kiedy powyższe nie poskutkowało, zadzwoniłem do naszego ISP i zgłosiłem problem. Technicy od ISP odkryli, że na dachu jacyś robotnicy uszkodzili kabel UTP prowadzący do anteny. Wymienili kabel na jakiś porządniejszy i puścili go w peszli dla pewności.
Jakiś czas potem okazało się, że jeden z UPS-ów, do którego podłączone jest m.in. owe "czarne pudełko" pada co jakiś czas na amen, zero ostrzeżeń, zero działania na baterii. Po prostu się wyłącza (razem z serwerem, który jest do niego wpięty). Podejrzewaliśmy baterię akumulatorów, która była od jakiegoś czasu na granicy żywotności, o czym UPS regularnie nam przypominał rozdzierającym skowytem. Tydzień temu padł na amen i pojechał do serwisu.
Miałem nadzieję, że już po wszystkim, jednak w ubiegły piątek problem powrócił. Wieczorna wizyta w firmie i standardowa sytuacja: restart "czarnego pudełka". W pewnym momencie usłyszeliśmy, że strzela. Okazało się, że iskrzy w okolicach wtyczki kabla zasilającego od czarne pudełko. Kabel był nadłamany, a w izolacji była wypalona dziura.
Winowajca odnaleziony, uszkodzony kabel nie tylko powodował przerwy w działaniu sieci, ale też od czasu do czasu robił zwarcie, które kończyło się awaryjnym wyłączeniem UPS-a. Wymiana kabla na wadliwy to paskudny pech.
niedziela, 15 marca 2009
niedziela, 1 marca 2009
th stabilne
W końcu PLD-Linux Th otrzymało oficjalnie status stabilnego wydania. Nie było fajerwerków i szampana, nie ma też obrazów iso i całego tego zamieszania. Th to wersja w ciągłym rozwoju zatem nie będzie też wydań jak to miało miejsce w przypadku RA czy Ac. Poza zmianą statusu w Th w nic się nie zmieniło to ciągle to samo Th.
Źródła pakietów powinny być traktowane następująco:
- th (main): stabilne
- th-ready: wersje testowe, ze spełnionymi zależnościami
- th-test: eksperymentalne buildy, aktualizujesz na własne ryzyko.
Ciągle nie ma jednomyślnego stanowiska co do snapshotów Th, debata trwa.
Źródła pakietów powinny być traktowane następująco:
- th (main): stabilne
- th-ready: wersje testowe, ze spełnionymi zależnościami
- th-test: eksperymentalne buildy, aktualizujesz na własne ryzyko.
Ciągle nie ma jednomyślnego stanowiska co do snapshotów Th, debata trwa.
środa, 25 lutego 2009
PLD-Live.th 2009.02 beta
Beta nowego PLD-Live.th jest gotowa do pobrania z ftp2, ftp oto lista zmian:
- kernel 2.6.28
- GNOME 2.24
- dodane nfs-utils, bacula-fd i garść innych drobiazgów
- chrInst 0.7 beta potrafiący postawić w pełni działające GNOME i KDE4 (wymaga metapakietów w th)
- wersja na pendrive w postaci archiwum tar oraz instrukcja
Uwagi i propozyje proszę na qwiat[at]pld-linux[dot]org
- kernel 2.6.28
- GNOME 2.24
- dodane nfs-utils, bacula-fd i garść innych drobiazgów
- chrInst 0.7 beta potrafiący postawić w pełni działające GNOME i KDE4 (wymaga metapakietów w th)
- wersja na pendrive w postaci archiwum tar oraz instrukcja
Uwagi i propozyje proszę na qwiat[at]pld-linux[dot]org
środa, 28 stycznia 2009
chrInst 0.6.2
Wydałem nową wersję chrInsta. Obiecujące początki z Anacondą na PLD-Live.th spowodowały, że odstawiłem chrInsta na strych, żeby odszedł w spokoju. Pojawiły się jednak problemy, nie jestem w stanie zmusić aktualnej Anacondy do współpracy, przez to wydanie kolejnej wersji livecd ciągle się opóźnia.
Dodatkowo, jestem sfrustrowany tym, że samo odpalenie Anacondy to nie koniec pracy. Trzeba dodać do niej rozsądną obsługę konfigów PLD, nic nie pomoże kolorowy, klikalny instalator jeśli potem trzeba naprawiać pliki konfiguracji. To spowoduje że i tak już spory patch konieczny do współpracy z PLD będzie jeszcze większy.
Mam dosyć Anacondy i od tej pory na PLD-Live.th będzie trafiał chrInst. Narzędzie proste (złośliwi powiedzą, że prymitywne), ale przynajmniej z reguły działające.
Dodatkowo, jestem sfrustrowany tym, że samo odpalenie Anacondy to nie koniec pracy. Trzeba dodać do niej rozsądną obsługę konfigów PLD, nic nie pomoże kolorowy, klikalny instalator jeśli potem trzeba naprawiać pliki konfiguracji. To spowoduje że i tak już spory patch konieczny do współpracy z PLD będzie jeszcze większy.
Mam dosyć Anacondy i od tej pory na PLD-Live.th będzie trafiał chrInst. Narzędzie proste (złośliwi powiedzą, że prymitywne), ale przynajmniej z reguły działające.
środa, 3 grudnia 2008
wszędzie idiokracja
Kilka miesięcy temu obejrzałem film Idiocracy, chociaż jest to produkcja z 2006 roku, nie jest jakoś specjalnie znana. W filmie przedstawiono mroczną wizję przyszłości, w której dobór naturalny wyeliminował jednostki inteligentne.
Uśmiałem się oglądając film, jednak refleksje, które mnie nachodzą już takie zabawne nie są. Obrazy z życia codziennego utwierdzają mnie w przekonaniu że taka przyszłość jest jak najbardziej realna. No bo co my tu mamy:
* wartościowe serwisy informacyjne są zastępowane Dupelkiem i naszą-krasulą
* przerywamy nadawanie reklam żeby wyświetlić film...
* teleturniej Wielka Gra przegrał z Miliarderami bo widzowie nie są w stanie "wcielić" się w gracza, siedząc wygodnym fotelu przed telewizorem.
* solidne gazety obniżają cenę (i poziom) żeby dotrzymać kroku Super Faktowi.
* większość współczesnych polskie kabaretów jest eufemistyczne mówiąc słaba, ale dla większość są bardzo zabawne, mnie nie śmieszy żart o ciężarze walca drogowego
* taniec na lodzie z belekim
niemal codziennie można coś wypatrzeć, pozostaje mruknać do siebie: idiokracja, to się już dzieje.
Uśmiałem się oglądając film, jednak refleksje, które mnie nachodzą już takie zabawne nie są. Obrazy z życia codziennego utwierdzają mnie w przekonaniu że taka przyszłość jest jak najbardziej realna. No bo co my tu mamy:
* wartościowe serwisy informacyjne są zastępowane Dupelkiem i naszą-krasulą
* przerywamy nadawanie reklam żeby wyświetlić film...
* teleturniej Wielka Gra przegrał z Miliarderami bo widzowie nie są w stanie "wcielić" się w gracza, siedząc wygodnym fotelu przed telewizorem.
* solidne gazety obniżają cenę (i poziom) żeby dotrzymać kroku Super Faktowi.
* większość współczesnych polskie kabaretów jest eufemistyczne mówiąc słaba, ale dla większość są bardzo zabawne, mnie nie śmieszy żart o ciężarze walca drogowego
* taniec na lodzie z belekim
niemal codziennie można coś wypatrzeć, pozostaje mruknać do siebie: idiokracja, to się już dzieje.
wtorek, 4 listopada 2008
wtyczek RJ-45 nie prowadzimy...
O sklepach komputerowych w Polsce można powtórzyć za Staszewskim: "najlepsze jest to co się sprzeda, chujowe to co sprzedać się nie da...". Sklepy komputerowe wyspecjalizowały się w sprzedawaniu tanich laptopów i plastikowych głośników 5+1. Coraz trudniej kupić podzespoły inne niż pendrive, komputery stały się jednorazowego użytku: 3 lata pracy i do śmietnika.
Wchodzę do wrocławskiego Arestu, pytam bez większej nadziei o kable SCSI, ale nawet nie mają ich w swojej bazie danych. Takiej odpowiedzi spodziewałbym się w jakimś zapyziałym sklepiku komputerowym na peryferiach, a nie w jednym z najbardziej znanych sklepów komputerowych w samym centrum miasta. SCSI to nisza, pogodziłem się z tym, w takim razie może mają kable szeregowy (null modem), a dupa! Też nie mają.
Wiatraki, to osobny temat, kupienie wiatraków 50 i 60 mm graniczy z cudem. Nie ma ich ani Arest ani Proline, do mniejszych sklepów nawet nie dzwonię. Załamany składam zamówienie w sirius.pl ( przy okazji od razu większą ilość), okazuje się, że trzech z czterech zamówionych modeli nie ma. problem jest poważny bo w jednej z maszyn (dobrze że nie krytyczna) proc grzeje się jak jasna cholera, bo wiatrak ledwo dyszy, po latach służby ma prawo.
Zamawiam switch: żaden cudak, prosty jak cep: rackowy 16x 1000BaseT niezarządzalny, niedrogi. Proline zwodzi mnie prawie dwa tygodnie (Arest nie prowadzi nic rackowego), wkurwiony zamawiam w innym, nowo otwartym sklepie i odbieram po 4 dniach.
A teraz najlepsze, ponownie Arest, pytam o wtyczki RJ-45:
- wtyczek RJ-45 nie prowadzimy...
nie wierzę że to słyszę, słabo mi, własnie kupiłem u nich kartę sieciową. Jak nie ma skoro sprzedajecie sieciówki, routery i switche? Sprzedawca nie był w stanie mi tego wyjaśnić.
Co zatem sprzedają duże salony komputerowe w centrum miasta:
* tanie laptopy, które nawet raz nie będą wyniesione poza domowe zacisze
* składaki w obrzydliwie tandetnych obudowach
* panoramiczne monitory LCD z błyszczącą matrycą i czasem reakcji 2ms.
* syfiaste plastikowe głośniczki 9+3+1 (zaczynam się już gubić w tych numerkach)
całą resztę trzeba ściągać z sieci, a to niestety trwa, przecież nie przekonam padniętego switcha żeby podziałał jeszcze z tydzień.
Wchodzę do wrocławskiego Arestu, pytam bez większej nadziei o kable SCSI, ale nawet nie mają ich w swojej bazie danych. Takiej odpowiedzi spodziewałbym się w jakimś zapyziałym sklepiku komputerowym na peryferiach, a nie w jednym z najbardziej znanych sklepów komputerowych w samym centrum miasta. SCSI to nisza, pogodziłem się z tym, w takim razie może mają kable szeregowy (null modem), a dupa! Też nie mają.
Wiatraki, to osobny temat, kupienie wiatraków 50 i 60 mm graniczy z cudem. Nie ma ich ani Arest ani Proline, do mniejszych sklepów nawet nie dzwonię. Załamany składam zamówienie w sirius.pl ( przy okazji od razu większą ilość), okazuje się, że trzech z czterech zamówionych modeli nie ma. problem jest poważny bo w jednej z maszyn (dobrze że nie krytyczna) proc grzeje się jak jasna cholera, bo wiatrak ledwo dyszy, po latach służby ma prawo.
Zamawiam switch: żaden cudak, prosty jak cep: rackowy 16x 1000BaseT niezarządzalny, niedrogi. Proline zwodzi mnie prawie dwa tygodnie (Arest nie prowadzi nic rackowego), wkurwiony zamawiam w innym, nowo otwartym sklepie i odbieram po 4 dniach.
A teraz najlepsze, ponownie Arest, pytam o wtyczki RJ-45:
- wtyczek RJ-45 nie prowadzimy...
nie wierzę że to słyszę, słabo mi, własnie kupiłem u nich kartę sieciową. Jak nie ma skoro sprzedajecie sieciówki, routery i switche? Sprzedawca nie był w stanie mi tego wyjaśnić.
Co zatem sprzedają duże salony komputerowe w centrum miasta:
* tanie laptopy, które nawet raz nie będą wyniesione poza domowe zacisze
* składaki w obrzydliwie tandetnych obudowach
* panoramiczne monitory LCD z błyszczącą matrycą i czasem reakcji 2ms.
* syfiaste plastikowe głośniczki 9+3+1 (zaczynam się już gubić w tych numerkach)
całą resztę trzeba ściągać z sieci, a to niestety trwa, przecież nie przekonam padniętego switcha żeby podziałał jeszcze z tydzień.
sobota, 25 października 2008
cholerne wuwuwu
Subdomena www prześladuje wszystkich, którzy mają jakikolwiek związek z tworzeniem lub hostowaniem stron internetowych. Jest to upierdliwe jak wrzód na dupie: zabawy z wpisami Server Alias, subodomeny, regułki dla mod-rewrite, przekierowania po HTTP itd.
Od lat panuje moda dodawania subdomen dla pozostałych usług (np.: ftp, mail), a pozostawienie "gołej" domeny dla Webu. Gdyby wszyscy tak postępowali to można by z tego przedrostka w ogóle zrezygnować (ku uciesze całej masy ludzi). Problemem są m.in. użytkownicy i ich przyzwyczajenia - dla większości ludzi te trzy litery nieodłącznie z przeglądarką internetową. Subdomena www to paskudna proteza, idealnie by było używać rekordów SRV w DNS-ie, ale tych z kolei nie obsługują przeglądarki internetowe.
Wiele osób wie, że www to zuo, jednak znajdują się tacy, którzy zamiast pomagać umrzeć temu cholerstwu, jeszcze dodają do pieca. Pewna wrocławska firma, zajmująca się pozycjonowaniem, z uporem idioty próbuje pozycjonować stronę na adres z www, zaś z "gołej" jest tylko przekierowanie po HTTP. Kiedy spytałem dlaczego zawsze chcą na odwrót, odpowiedzieli, że ich oprogramowanie do zarządzania pozycjonowaniem domyślnie tak ma. WTF? Zamiast dążyć do ułatwienia sobie i innym życia, robią dokładnie na odwrót, w dodatku ogłupiając własnych klientów. Brawo!
Od lat panuje moda dodawania subdomen dla pozostałych usług (np.: ftp, mail), a pozostawienie "gołej" domeny dla Webu. Gdyby wszyscy tak postępowali to można by z tego przedrostka w ogóle zrezygnować (ku uciesze całej masy ludzi). Problemem są m.in. użytkownicy i ich przyzwyczajenia - dla większości ludzi te trzy litery nieodłącznie z przeglądarką internetową. Subdomena www to paskudna proteza, idealnie by było używać rekordów SRV w DNS-ie, ale tych z kolei nie obsługują przeglądarki internetowe.
Wiele osób wie, że www to zuo, jednak znajdują się tacy, którzy zamiast pomagać umrzeć temu cholerstwu, jeszcze dodają do pieca. Pewna wrocławska firma, zajmująca się pozycjonowaniem, z uporem idioty próbuje pozycjonować stronę na adres z www, zaś z "gołej" jest tylko przekierowanie po HTTP. Kiedy spytałem dlaczego zawsze chcą na odwrót, odpowiedzieli, że ich oprogramowanie do zarządzania pozycjonowaniem domyślnie tak ma. WTF? Zamiast dążyć do ułatwienia sobie i innym życia, robią dokładnie na odwrót, w dodatku ogłupiając własnych klientów. Brawo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)